Rodzina programistki wybrała polską wieś
O plusach i minusach opowiada była mieszkanka Mińska, Lera* — juniorka na stanowisku Frontend Developer.
O plusach i minusach opowiada była mieszkanka Mińska, Lera* — juniorka na stanowisku Frontend Developer.
O plusach i minusach opowiada była mieszkanka Mińska, Lera* — juniorka na stanowisku Frontend Developer.
— Z mężem mieszkaliśmy w Mińsku od urodzenia. Przeprowadziliśmy się do Polski, na tereny wiejskie 20 km od Poznania. Nie można tego jednak nazwać wsią — jest tu bardzo komfortowo i cywilizowanie, choć «prawdziwa» wieś, z zapachem farmy, znajduje się dosłownie 10 minut spacerem stąd. I wszędzie pola, pola, pola… Dla kogoś może to być koszmar, ale nam odpowiada już czwarty rok — wszystko gra.
Nasza lokalizacja to Tarnowo Podgórne. To wieś, choć ja nazwałabym ją osiedlem miejskim, w powiecie poznańskim, w województwie wielkopolskim. Jest centrum jednej z najbogatszych i najszybciej rozwijających się gmin w Polsce.
Wybraliśmy okolice Poznania, bo mąż był tu wcześniej służbowo i wiedział, że nam się spodoba. Do tego konkretnego miejsca trafiliśmy przypadkowo — znaleźliśmy tu odpowiednie mieszkanie. Zależało nam na przedmieściach: mniejszej liczbie ludzi i samochodów oraz większej ilości natury. Tak właśnie wyszło — to świetne miejsce dla rodziny z małymi dziećmi.
Przy wyborze miejsca liczyły się przede wszystkim cena wynajmu trzypokojowego mieszkania, bliskość szkoły i przedszkola dla dzieci oraz odpowiednia infrastruktura. Mamy troje dzieci — teraz wszystkie chodzą już do szkoły.
Pracuję w IT. Mąż był kierowcą ciężarówki, a teraz próbuje się przebranżowić na IT, ale na razie bez skutku. Trzeba znów iść zarabiać pieniądze — ciężko, gdy w rodzinie pracuje tylko jedna osoba. Poza tym trudno o legalizację pobytu, bo potrzebny jest wysoki dochód, a mamy dużą rodzinę.
Pracuję zdalnie i niewielkie Tarnowo Podgórne właściwie mi odpowiada.
Wcześniej było wprost idealnie. Ale przez trzy lata poznaliśmy już okolicę wzdłuż i wszerz — chce się czegoś nowego. Teraz trochę brakuje wydarzeń i oferty kulturalnej. Po coś ciekawego trzeba jechać samochodem 30–40 minut.
Plusy naszej wsi-miasteczka: jest czysto i bezpiecznie. Ogromnym atutem jest niemal całkowity brak pijanych i bezdomnych. Drogi są dobre, ciągle coś się buduje i otwiera. Wielkim plusem jest bliskość natury. W Mińsku ciągle chciało się wyjechać nad Isłocz albo nad Mińskie Morze. Tu wystarczy 10 minut jazdy rowerem, żeby znaleźć się nad jeziorem albo w lesie. Jest nawet pole golfowe. Świetna sieć ścieżek rowerowych zaczyna się dosłownie za progiem domu.
Co roku odbywa się tu świetny bieg — Bieg Lwa (lew to symbol Tarnowa). Atmosfera jest znakomita, przez cały dzień trwa expo z masą atrakcji i darmowymi upominkami dla dzieci od lokalnych firm. Lidl rozdaje owoce i warzywa. W tym roku można było bez ograniczeń korzystać z darmowych lodów od dwóch firm. Dla dzieci organizowany jest Bieg Lwiątek. Co roku te biegi budzą wielkie emocje — wszyscy chcą brać w nich udział.
W Tarnowie są dwie szkoły podstawowe. Wybudowano nowe liceum z obserwatorium, są też przedszkola. Gdy najmłodsza córka była mała, udało nam się dostać miejsce w państwowym przedszkolu tuż przy domu — płaciliśmy około 470 złotych miesięcznie. Teraz w centrum remontują plac zabaw i park według nowoczesnego projektu z fontannami.
Buduje się dużo nowych mieszkań, więc jest w czym wybierać, jeśli chodzi o zakup własnego lokum. Ceny nieruchomości są tu jednak dość wysokie.
Jest tu duży, świetny aquapark Tarnowskie Termy. Jest technikum. Są duże sklepy: Biedronka, Lidl, Dino, Delikatesy, Sklep Polski i Żabki. Jest kilka kawiarni i cukierni, apteki oraz wiele banków, między innymi PKO, Pekao i Erste.
Pod koniec września otworzy się centrum handlowe z różnymi tańszymi sklepami, takimi jak CCC, Pepco, Sinsay i podobne. To też dobrze — brakuje mi tu zwykłych, dużych sklepów. Nadal mam nawyk kupowania wszystkiego stacjonarnie, choć najwyższy czas przyzwyczaić się do Allegro.
Kolejnym dużym plusem jest bliskość wielu ciekawych miejsc. Berlin, Wrocław, morze i góry dzielą od nas około trzech godzin jazdy samochodem. W pobliżu jest lotnisko. Ważne trasy — A2 i 92 — przyciągają tu wiele firm logistycznych i biznesowych, a gmina jest zamożna właśnie dzięki podatkom płaconym przez przedsiębiorstwa.
Do minusów należy dość długa podróż do Poznania komunikacją miejską — do centrum jedzie się około godziny, z przesiadkami. Zanim się dojedzie, nie chce się już niczego poza jedzeniem i leżeniem w łóżku. A potem jeszcze tyle samo z powrotem! Samochodem jest oczywiście znacznie prościej.
W grupach na Facebooku czytałam, że miejscowym Polakom w Tarnowie brakuje tramwaju lub pociągu do Poznania oraz restauracji.
Jeśli chodzi o opiekę zdrowotną, jest tu przychodnia, do której zgłaszaliśmy się w pilnych sprawach. W innych kwestiach jeździmy do Poznania albo do sąsiedniego miasteczka, na przykład do dentysty.
Ludzie są tu bardzo życzliwi i przyjaźni. Wielu już nas zna, bo znają nasze dzieci ze szkoły lub klubu biegowego. Biegamy z Polakami w lokalnym klubie biegowym — to bardzo pomaga integrować się ze społecznością.
Mając troje dzieci, szczególnie cenimy bezpieczeństwo. Mogą same chodzić do szkoły i z powrotem, bawić się na placu zabaw przy domu — wszędzie jest mnóstwo znajomych, a samochodów niewiele i zawsze ustępują pierwszeństwa. Nie ma tu piratów drogowych ani podejrzanych, pijanych grup.
Przez cztery lata ani nam, ani dzieciom nikt ani razu nie powiedział, żebyśmy się stąd wynosili. Wręcz przeciwnie — poznaliśmy wiele świetnych rodzin. Dzieci nocują u polskich przyjaciół. Myślę, że w małym mieście adaptacja i integracja ze społecznością lokalną są znacznie łatwiejsze niż w dużym mieście. I to jest naprawdę super.
Kolejny plus: w małym mieście nie ma aż tylu imigrantów, w tym Ukraińców, dzięki czemu w szkołach nie tworzą się klasy złożone wyłącznie z obcokrajowców. W klasie jest maksymalnie troje–czworo cudzoziemców, dzięki czemu nasze dzieci szybko i spokojnie się zintegrowały oraz nauczyły języka. Wyniki egzaminów kończących ósmą klasę w tutejszych szkołach są nawet wyższe niż w szkołach w Poznaniu. Choć oczywiście najlepiej notowane licea znajdują się w mieście.
Mimo to Białorusinów jest tu bardzo wielu — w każdym bloku mamy po kilka zaprzyjaźnionych rodzin. Wszyscy również mają dzieci, a niektórzy kupili już własne mieszkania.
Oczywistą zaletą dla migrantów są krótsze kolejki po kartę pobytu. Wnioski można składać nie tylko w Poznaniu, lecz także w Kaliszu lub Lesznie, gdzie jest jeszcze mniej ludzi.
* Imię rozmówczyni zostało zmienione na jej prośbę.



