„Nie pasuje do naszych wartości”. Czy adres e-mail może kosztować cię ofertę pracy?
Adres e-mail — golden_dick. Spoko?
Adres e-mail — golden_dick. Spoko?
Adres e-mail — golden_dick. Spoko?
Na LinkedIn rozgorzała nowa dyskusja. Rekruter poprosił kandydata na stanowisko lead developera o podanie adresu e-mail, żeby zaprosić go na spotkanie w Google Meet. Kandydat podał adres zaczynający się od golden_dick. Rekruter przyznał, że osobiście uznał to za zabawne. Jego koleżanka była jednak oburzona: twierdziła, że nigdy nie zaprosiłaby takiej osoby na rozmowę kwalifikacyjną, bo kandydat «nie pasuje do wartości firmy».
Pod postem pojawiło się ponad 150 komentarzy. Jedni potępiają kandydata, który pozwala sobie na swobodne zachowanie w kontaktach biznesowych, inni piszą, że jeśli kandydat jest dobry, to jaka różnica, jaki ma nick. Świetny specjalista może być nawet «ośmiornicą z Alfa Centauri».
Pojawił się też komentarz: «Świetny pomysł — od razu odfiltrowuje nieodpowiednich [pracodawców]. Idę zarejestrować sobie taką samą skrzynkę».
Zapytaliśmy HR-owców, czy naprawdę nawet świetny specjalista może dostać odmowę z powodu takiego drobiazgu.
— Jeśli sparafrazować znane powiedzenie: «nieważne, jak się nazywa». Serio, jeśli kandydat jest mocny, to jaka różnica, jaki nick wybrał kiedyś — i może w pośpiechu — do prywatnej poczty czy na Telegramie: golden_dick, chelovek_pauk czy anin_papa?
I tak — gdyby kandydat miał nick parovozik_is_romashkovo, autor napisałby post w stylu «och, jakie słodkie» — albo w ogóle niczego by nie publikował.
Dla mnie ten nick jest jak tatuaż sprzed 10 lat: może już nie do końca w guście, ale jest — błąd młodości, przejaw młodzieńczego maksymalizmu. Nie ma pewności, że kandydat wybrałby taki nick dzisiaj, ale kiedyś tak się złożyło.
Nawet jeśli jednak ten nick jest powodem do dumy, warto to zaakceptować: tak, kandydat ma takie poczucie humoru i tego nie ukrywa. Jeśli zatrudnisz go na etacie, daj mu inny adres e-mail do służbowej korespondencji. I tyle!
Mieszamy zbyt wiele rzeczy w poszukiwaniu pracowników. Szukamy «tego jedynego», «idealnego», a potrzebujemy kogoś, kto będzie zamykał zadania na czas, nie dokładał pracy kolegom i nie tworzył konfliktów. Wiem na pewno, że niektórzy rekruterzy odrzucali kandydatów, bo «nie spodobali się z wyglądu». I tak — ktoś może odrzucić kandydata z powodu nicku i stracić cennego specjalistę. A ktoś inny da mu szansę i nie pożałuje. «Czasem cygaro to po prostu cygaro».
— Nick nie jest dla mnie szczególnie ważny. W podobnej sytuacji mogłabym się tylko roześmiać. Żebym zrezygnowała z rozmowy z kandydatem, musiałoby wydarzyć się coś naprawdę ekstremalnego. Na przykład «Heil Hitler» jako powitanie od kandydata byłoby zdecydowanym red flagiem.
— Przeczytałam i się roześmiałam. Trudno mi oceniać, czy to dobrze, czy źle, ale jeśli ktoś podaje ci prywatny adres e-mail i prywatny nick na Telegramie, to chyba ma prawo używać dowolnej nazwy. Sama na przykład przy wypełnianiu formularzy zwrotnych w firmach kurierskich i podobnych, w polu «jak się do pani zwracać», wpisywałam czasem «Moja Królowa». I wydawało mi się to śmieszne.
Czy to poważne? Chyba nie. Czy mówi to coś o mnie jako profesjonalistce? Pewnie też nie. A o poczuciu humoru — zdecydowanie tak. Jest różnica w tym, gdzie dokładnie szukasz specjalisty: jeśli do instytucji państwowej, to pewnie byłaby to dla nich czerwona flaga, choć nie wszędzie.
Jeśli więc ktoś dostrzega związek między nickiem golden_dick a wartościami firmy, poprosiłabym go o wyjaśnienie: jakie wartości uniemożliwiają zatrudnienie tego kandydata? Podam przykład: gdyby któryś z moich kandydatów miał emoji rosyjskiej flagi przy swoim adresie e-mail czy nicku na Telegramie, najprawdopodobniej nie zaprosiłabym go na rozmowę, bo w naszej firmie nie przeszedłby rekrutacji ze względu na kontekst geopolityczny. Tak, takie mamy stanowisko — i muszę je uwzględniać.
— Zgadzam się z koleżanką, która nie byłaby gotowa zaprosić takiego kandydata na rozmowę.
Tak, może być świetnym specjalistą, ale ta sytuacja pokazuje, że nie widzi granic między pracą a życiem prywatnym, między własną kuchnią czy palarnią a biurem. A to znaczy, że będzie też naruszać granice współpracowników — a moim zadaniem jako HR-owczyni jest ich chronić i tworzyć komfortowe warunki pracy. Istnieją normy przyzwoitości, a taki nick przekracza je w kontaktach biznesowych. Między znajomymi — spoko. Ale nie szukamy przyjaciela, tylko współpracownika, kogoś, kto będzie pracował na rzecz firmy. Warto o tym pamiętać.
— Wydaje mi się, że ważny jest kontekst: do jakiego zespołu szukamy specjalisty. Jeśli do ekipy, w której zwyczajowo żartuje się i wzajemnie podpuszcza, jestem przekonany, że tam by pasował, sądząc po poczuciu humoru widocznym w tym nicku. Ale do zespołu samych wyszlifowanych «wróżek», które z dystyngowanym wyrazem twarzy trzymają filiżankę, nie wpasuje się. Nie ma nawet sensu zapraszać go na rozmowę — tylko zmarnujesz czas.
Miałem podobne, choć z pewną dozą przesady, doświadczenie: menedżer po rozmowie powiedział mi kiedyś, że «tego z długimi włosami» nie chciałby widzieć w zespole. A mnie kandydat spodobał się na rozmowie — i długo nie pozostał bez pracy: plakietka Open to Work szybko zniknęła z jego profilu na LinkedIn.
* Imiona rozmówców zostały zmienione na ich prośbę.


Релоцировались? Теперь вы можете комментировать без верификации аккаунта.